Content

Motylem jestem... co z tego, że z porcelany

Zaburzenia odżywiania to temat rzeka - nie spokojny strumyczek, tylko iście rwący potok, w którym można łatwo utonąć jeśli w porę nie zorientujemy się jak silny panuje w nim prąd. Przekonałam się o tym całkiem niedawno, śledząc jedno z internetowych forum na temat anoreksji.
Z założenia grupy wsparcia, powstają w celu wzajemnej pomocy sobie w zerwaniu z nałogiem, jednak w przypadku anoreksji częściej (podkreślam) niż z pomocą można spotkać się z zjawiskiem, które określam jako negatywne wsparcie społeczne.
Internetowo-porcelanowe motylki, które za cel obrały sobie nie tylko wyniszczanie swojego ciała, ale też namawianie innych do trwania w tym szaleństwie pojawiają co chwila na forach, szerząc swoje ideały. Nic w tym złego? Każdy ma prawo do swojego zdania i decydowania o swoim ciele. Tak, ale tylko do pewnego stopnia...
Czy anoreksja jest rzeczywiście na tyle pociągająca, że dziewczyny ślepo poddają się ideom pro-ana, zakładają czerwone bransoletki i z uśmiechem na ustach, a wagą pod stopami podążają w kościste ramiona śmierci na raty?
Chcę się temu przyjrzeć, bez ciężkich akademickich wyjaśnień, ale na tyle obiektywnie na ile potrafię.
Bo granica między zdrowiem a chorobą nie istnieje, są to raczej dwa bieguny tego samego kontinuum - dlatego tak trudno określić moment, w którym zachorowaliśmy.

źródło
Utrata wagi! To coś, co pojawia się naturalnie i daje tyle radości. Nareszcie tygodnie diety poskutkowały i ubierasz mniejszy rozmiar. Mija trochę czasu pełnego cierpienia i smutku, płaczu i poczucia bezwartościowości gdy znów możesz zejść o rozmiar niżej. Daje ci to chwilową radość - prostą, jednoznaczną która szybko mija zastąpiona kolejną dawką psychicznego cierpienia, bo nadal nie jesteś taka, jaka chciałabyś... jaka MUSISZ być.

Kontrolujesz impulsy, panujesz nad sobą - jesteś w tym dobra. Zwiększasz swoją codzienną aktywność fizyczną, gdy waga usilnie staje w miejscu. Potem zmniejszasz posiłki, chociaż i tak już od dawna odmawiasz sobie kolacji. Nie czujesz się bezpieczna, nie czujesz się sobą. Nie czujesz już się odpowiedzialna za nic poza swoją wagą, która musi, koniecznie musi być jeszcze mniejsza.

Tak bardzo pochłania cię ból, że nie zwracasz uwagi za to, że przestałaś miesiączkować. Bagatelizujesz narastające uczucie zimna i nie masz świadomości tego, że w miarę jak twoja waga spada, twoja akcja serca staje się spowolniona. Zasinienie dłoni i stóp zaczynasz sobie tłumaczyć chłodem. Gdy waga spada dalej, ty masz problemy ze snem. Nie potrafisz się wyspać.

Patrzysz w lustro i widzisz coś paskudnego, coś co nie jest tobą, coś co ma za dużo ciała.
Nie wiesz, że tylko ty to dostrzegasz. Ten obraz istnieje tylko dla ciebie. Ale jest na tyle silny, że nie potrafisz patrzeć na siebie inaczej. Nie widzisz tego, że jesteś wyniszczona. Panicznie się boisz przybrać na wadze.

Nie wiesz co czujesz. Masz wrażenie, że do świata nie czujesz już nic. A jednak targają tobą uczucia. Nie chcesz ich pokazać. Są tylko twoje.
Izolujesz się. Dajesz się porwać. Dajesz się uwięzić w ideale motylka.

Dlaczego? Bo uwierzyłaś, że sylwetka zapewni ci sympatię i dobrą pozycję? Bo wygląd to podstawa?

17 komentarze:

Sol i Alien says:
at: 5 września 2014 09:44 pisze...

Myślę, że anoreksja nie grozi mi z prostej przyczyny: za bardzo lubię jeść... Uważam, iż jedzenie dobrego jedzenia to największa zmysłowa przyjemność dana ludzkości, której nie przebija absolutnie NIC.

Rozumiem jednak pułapkę, w którą wpada chyba każda odchudzająca się osoba: wyrzuty sumienia z powodu... jedzenia...

Ważne, by nie przesadzać. W niczym. Jedzenie w zbyt dużej ilości jest równie szkodliwe, co odmawianie go sobie w skrajnej formie. We wszystkim trzeba chyba szukać jakiegoś złotego środka... Bo przecież nawet wódka jest zdrowa, gdy przyjmuje się ją jako lek na żołądek, a nie pije na umór dla samego picia...

Ciekawy blog.

Pozdrawiam,
Sol

PS. I zapraszam do mnie, jeśli choć trochę Cię tematyka zainteresuje:
http://turystycznyprzewodnik.blogspot.com/

Tapeworm says:
at: 5 września 2014 10:26 pisze...

Anoreksja, to moim zdaniem jedna z najgorszych chorób...chyba dlatego, że osoby nią dotknięte nie są w stanie, nie chcą jej zauważyć. Bardzo interesuje mnie ten temat, z czysto psychologicznej strony. Twój blog jest naprawdę świetny, widać, że wkładasz we wpisy dużo serca, wydajesz się bardzo szczerą osobą. Obserwuję i czekam na więcej! :)

http://obiektywyciastkaipocztowki.blogspot.com/

Elsbeth Ce says:
at: 5 września 2014 10:34 pisze...

Masz rację, najważniejsze to z niczym nie przesadzać. Problem pojawia się, gdy ta granica pomiędzy tym ile można, a ile nie zaczyna się zacierać zanim zdamy sobie sprawę z tego, że jest ona ruchoma.
Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz :)

Elsbeth Ce says:
at: 5 września 2014 10:35 pisze...

Bardzo dziękuję za miłe słowa :) Dobrze wiedzieć, że komuś podoba się to co piszę.
Z pewnością do tematu anoreksji wrócę jeszcze nie raz, ten post jest bardziej wstępem do całego zagadnienia, bo jak już pisałam ta choroba to temat rzeka.
Pozdrawiam.

Aleksandra Grand says:
at: 5 września 2014 11:10 pisze...

Wbrew pozorom na anoreksję bardziej narażone są osoby puszyste... Z odchudzaniem trzeba uwarzac. Bardzo poruszający post, taki głęboki. ..
Zapraszam do mnie
lexilux.blogspot.com

Talla says:
at: 5 września 2014 13:35 pisze...

bardzo dobry temat...anoreksja to najgorsza choroba....sama miałam z nią styczność i wiem, jak bardzo wtedy zmienia się człowiek...
cudownie napisane <3

justsayhei.blogspot.com

Elsbeth Ce says:
at: 5 września 2014 13:37 pisze...

Dziękuję, starałam się, żeby taki właśnie był. Bo to temat, o którym warto mówić w sposób, który da do myślenia.

Elsbeth Ce says:
at: 5 września 2014 13:39 pisze...

Wystarczy otrzeć się o tą chorobę osobiście, żeby rzutowała na całe życie. To nie tylko kwestia samego odchudzania się, ale przede wszystkim psychiki.
Dziękuję za komentarz i zainteresowanie

Rafał Lenart says:
at: 6 września 2014 00:41 pisze...

Bardzo ciekawy wpis. Sam osobiście od pewnego czasu "badam" to zjawisko. Co zastanawiające to nie nie jest wymysł nowożytności. Niektóre źródła podają, że już w starożytności można było spotkać się z tym problemem. Kult ciała, dążenie ku niedoścignionej doskonałości... Nie każdy może sobie z tym poradzić, szczególnie gdy traci się kontrolę nad swoim życiem - zostaje kontrola wagi. Z przerażeniem obserwuje ruchy typu proana, gdzie dziewczęta (ale nie wyłącznie) dopingują się do niebezpiecznych zachowań... Pozdrawiam

Elsbeth Ce says:
at: 6 września 2014 06:44 pisze...

Przez jakiś czas próbowano nam wmówić, że anoreksja to nowoczesny twór. Masz rację problem ten jest dużo starszy, a na masową skalę choroba ta rozpowszechniła się w średniowiecznej Europie, gdzie kobiety pościły by zbliżyć się do ideału ascety. Obecnie tym ideałem staje się modelka wykreowana przez media, ale oba powody są podobne - dążenie do pewnego rodzaju doskonałości nie tylko fizycznej, ale też psychicznej w formie sprawowania kontroli nas sobą.
To właśnie kontakt z dziewczynami z proana zainspirował mnie do tego postu, to jak silnie one wierzą, że POMAGAJĄ innym motywując do dalszego odchudzania jest przerażające.

Bardzo dziękuję za zainteresowanie i komentarz :)

domino2oo5 says:
at: 7 września 2014 03:39 pisze...

Mnie na szczęście ten temat nie dotyczy :)

Elsbeth Ce says:
at: 7 września 2014 04:52 pisze...

:)

Anonimowy
at: 7 września 2014 20:17 pisze...

Niejedzenie też może stać się nałogiem, w dodatku trudniejszym do leczenia od jakichkolwiek innych.

Anonimowy
at: 9 września 2014 20:25 pisze...

Na szczęście moda na kościste kobiety powoli się kończy i częściej można spotkać uzależnienia od ćwiczeń

Kasia Borowiec says:
at: 10 września 2014 10:26 pisze...

Dlaczego? Bo uwierzyłaś, że sylwetka zapewni ci sympatię i dobrą pozycję? Bo wygląd to podstawa? ... owszem, wyglad jest wazny. zapewnia sympatie ze strony obcych osob - mysle, ze wszyscy widza (na przykladzie swoim badz kogos innego), ze latwiej jest nam byc przyjemnym i milym dla osoby zgrabnej, ladnej, bez rzucajacych sie w oczy rzeczy odbiegajacych od idealu promowanego przez media. oczywiscie jest to trudne, bo jedzenie podobnie jak niejedzenie moze stac sie nalogiem i jezeli za duzo sie o tym mysli to mozna "zwiariowac".. ;)


http://laideurx.blogspot.com

Anonimowy
at: 11 września 2014 04:37 pisze...

Świetny blog dziewczyno. Naprawdę. Tylko jakiś smutny taki i dołujący. Może przez to, że prawdziwy. Będę wpadać częściej, ale obiecaj, że dodasz czasem coś bardziej wesołego hmm? ;) Zapraszam też do siebie, może Ci się spodoba http://przemyslniki.blog.pl/
Pozdrawiam cieplutko :)

Ola Modrzewska says:
at: 19 października 2014 04:28 pisze...

Bardzo dobrze to ujęłaś w tym poście. Ja jestem niby wyleczona ale psychicznie ciągle się z tym zmagam.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
BIAŁO-CZARNA. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Polub

Dołącz